Zamknięcie forum femdom24.pl

Nie jest żadną tajemnicą jak bardzo byłam związana z tym miejscem. Odkryłam je dosyć przypadkowo, bo dzięki wzmiance na FetLife. Początkowo na „fedmom24.pl” zajrzałam raz i drugi, ale szybko zapomniałam o portalu. Dopiero kilka tygodni później zdecydowałam się zarejestrować i poczytać. No i tak wsiąkałam! Z miejsca urzekł mnie fakt że ktoś o to miejsce dba. Dba o merytoryczny i kulturalny poziom wypowiedzi, o brak rażących błędów w pisowni i co najważniejsze – pilnuje żeby nie było tak wszędobylskiego chamstwa i nachalności znanego z innych klimatyczno-erotycznych miejsc. Szybko się na forum zadomowiałam to i je czytałam od deski do deski. Zajęło mi to ponad rok! Oczywiście w międzyczasie pisałam posty, wypowiadałam się w różnistych wątkach, a czasem nawet zakładałam swoje. Nie raz ostro dyskutowałam w poszczególnych wątkach, „niezdrowo” się przy tym emocjonując. Były też okresy przerwy, kiedy tygodniami na forum nie zaglądałam. Ot i tak zleciały mi dwa i pól roku bytność na „femdom24”. Czy był to czas stracony?

Oczywiście uważam że nie:) To dzięki forum odkryłam jedną ze swoich wielkich miłości, czyli pisanie! Klecąc kolejne posty na forum wpadłam na pomysł że fajnie byłoby pisać dłuższe teksty i publikować je w swoim prywatnym zakątku internetu.

Mam też przekonanie, boleśnie graniczące z pewnością że gdyby nie forum i to czego się dzięki niemu nauczyłam (a nie zawsze była to łatwa nauka, o nie!) to w tej chwili byłabym kompletnie inną dominująca kobietą z kompletnie innym klimatem w duszy. Jakim dokładnie to nie wiem, na pewno byłabym mniej świadoma. Jestem też pewna że forum, a raczej jego użytkownicy i ich wypowiedzi, przemyślanina, refleksje skróciły i ułatwiły mi drogę przy wyciąganiu własnych wniosków i wcielaniu ich w życie. Często powtarzam że czas to rzecz najcenniejsza – zatem chapeau bas!

Pozostając przy temacie użytkowników forum to niezmiernie się ciesze z poznania niektórych osób i ich poglądów na życie. Na pewno też w jakiś sposób będzie mi brakować rozmów na forumowym czacie i dysput w wątkach. To właśnie tak pozytywnie aktywne osoby, tworzyły forum i wpłynęły znacząco na jego jakości i odbiór klimatu.

Niemniej forum jest zamykane – osobiście pochwalam tą decyzje. Od kilku miesięcy od kuchni miałam możliwość obserwować swoisty upadek „femdom24” i walkę o to żeby mimo wszystko forum trwało. Taka walka jest meczącą jeżeli nie daje jakichkolwiek efektów, więc czasami trzeba odpuścić. Nie samym internetem człowiek żyje, a nic nie trwa wiecznie, nieprawdaż?

 

http___signatures.mylivesignature.com_54494_111_7760244C162D7E612F29373FD68E0ECA

Reklamy

Needle play dla początkujących (I)

Bardzo dużo osób uważa zabawy z igłami za totalny, ostateczny bdsmowy hardcor, szczyt głupoty i bestialstwa. Cóż… chciałabym tym tekstem udowodnić ze wszystko jest dla ludzi. Odpowiednich ludzi.

Needle play to praktyka polegająca na wbijaniu igieł (najczęściej podskórnie, zabawy w dawanie zastrzyków to już raczej medical, czyli zabawy medyczne) w swoje ciało lub ciało drugiej osoby (oczywiście wszystko za zgodą i w przytomności obu stron) po to by poczuć/zadać ból i zyskać podniecenie „płynące” z otrzymania/dania tego rodzaju bólu.  Do tego dochodzi nieraz bardzo zakazy i podniecający aspekt, czyli przerwanie ciągłości ciała i krew. Krew, która dla wielu osób (i smoków!) może być bardzo erogennym czynnikiem. Dla innych igły mają range sztuki i jak sztuka są postrzegane. Ja też podobnie widzę igły, tyle że dla mnie są one nie tylko formą sztuki z pięknymi wizualnymi efektami, ale są również sztuką zadawania bólu, gry na emocjach. I sztuką panowania nad swoim ciałem, bólem oraz strachem.

Czytaj dalej

To już rok!

Obrazek_2016-12-17 22.28.43

Taki tort urodzinowy to by było coś!

Ponad rok temu w tym właśnie zakątku sieci pojawił się mój pierwszy wpis, oczywiście powitalny. Miało to miejsce 19 marca 2016 roku – to był początek oficjalny, zanotowany w annałach historii. Nieoficjalnie? Cóż… pomysł na bloga chodził za mną długo, aż pewnego zimowego wieczoru opracowałam i rozpisałam plan działania. Potem pozostało tylko plan wykonać, więc „bujałam się” z WordPressem ze 2 tygodnie, a to zakładając konta, a to wybierając motyw i doprowadzając wszystko do pożądanego ładu. Rezultat tych działań jest widoczny po dziś dzień.

Trochę statystyk dla ciekawskich…

Od 19 marca 2016 roku do momentu opublikowania tej notki na bloga zajrzało 3201 osób, a łączna liczba odsłon to 8557 razy.  To niby tylko cyferki, ale zdaje sobie sprawę że po drugiej stornie monitora są żywi ludzie więc te liczby są dla mnie niewiarygodne!

Dziękuje Wam!

Od początku do momentu opublikowania tej notki ukułam 20 wpisów. W brudnopisie lub jak ja to miejsce nazywam – w Limbo – kisi się jakieś kolejne 12 tekstów i tekścików. Bardzo możliwe że niektóre zostaną tam na bliżej nieokreśloną wieczność. Chyba że mnie co kopnie w dupę, ale smoka naprawdę ciężko kopnąć w zad bez narażania swojego zdrowia i życia.

Okazało się że największą popularnością cieszy się strona główna bloga (żadne zaskoczenie), drugi  kolejności jest wpis pt.„Studium rozmówek z uległymi, polską mową napisane.”. Na trzecim miejscu uplasowała się zakładka/strona „Autorka”.

Najciekawsze jednak są niektóre frazy/zwroty po jakich mojego blog wyszukano! Prywatnym hitami są tutaj (cytując wiernie):

  • komiksy porno o wikingach
  • czy femdom jest zdrowy
  • pod butem femdom
  • gry łaskotanie stup kobiet bez ih woli
  • kundel szmata lize stopy swojej ani
  • femdom jedyny seks analny
Co się u mnie zmieniło przez ten rok?

Miejsce zamieszkania zmieniałam, ale na gorszy standard. Jednakowoż co własne to własne, prawda? Stan posiadania też mi się zmienił i to znacznie. Mam na ten przykład o jednego królika więcej niż rok temu. Jeden gorset typu underbust więcej. Lekko licząc jakieś 50 książek więcej. Pojawiało się też kilka nowych zabawek, a jedna stara wróciła do łask. Moje włosy są dłuższe o te 15 centymetrów.  No i najważniejsza zmiana w moim życiu: mam nową pasję, która to pasja rozpieprzyła moje leniwe życie (ale to dobrze, tak trzeba!) i osobę z którą mogę ową pasję dzielić. O tym wszystkim jednak napiszę TUTAJ (link będzie aktywny jak sklecę rzeczony post).

Salut! I jeszcze raz dziękuje Wam – moim czytelnikom za obecność!

http___signatures.mylivesignature.com_54494_111_7760244C162D7E612F29373FD68E0ECA

Opowieść Sadystki.

Wilku – przyjacielu mojego serca i duszy – dziękuje za tamtą rozmowę.

Bez bicia przyznaję iż pomysł spisania opowiastek na temat mojego sadyzmu wisiał nade mną (jak  kat nad grzeszną duszą) prawie rok. Rezultatem „wiszenia” były 2 strony  tekstu w brudnopisie i kilka godzin frustracji „bo tekst idzie jak po grudzie”. Odpuściłam go sobie i zapewne literki gniłby dalej w Limbo, gdyby nie to że w miniony piątek (31 marca roku pańskiego 2017) Smoczyca nudziła się w pracy. No nie było kompletnie nic do roboty! Zatem jak każde dziecię ery internetu sięgnęłam po smartfona z WiFi. To była najmądrzejsza rzecz jaką zrobiłam w tamten piątek!

Czytaj dalej

Bajka o smoku. Taka z morałem.

Jakiś czas temu napotkałam w internetach mały i skromy portalik poświęcony bajkom z całego świata. Znalazłam tam kilka chińskich bajek, a jedna z nich mnie oczarowała! Od tamtego dnia jest mi ona towarzyszem i drogowskazem. Oto ona:

Wielki Pan Sze był takim miłośnikiem smoków, że ich obrazy i rzeźby miał w całym domu. Gdy prawdziwy smok usłyszał o tym w niebie, sfrunął na dół, wcisnął głowę między drzwi Pana Sze, a ogon w jedno z jego okien. Gdy Pan Sze to zobaczył, uciekł przestraszywszy się tak, że o mało nie postradał zmysłów.

To dowodzi, że Pan Sze nie był autentycznym miłośnikiem smoków.
Lubił wszystko co wyglądało jak smoki, ale nie to co było prawdziwe.

Shen Buhai, autor „Shenzi” (IV w.p.n.e.)

Bogowie mili jakże ten tekst się cudownie wpisuje się w klimat femdom! Mój klimat. Dlaczego tak się dzieje? Zostawię to do przemyślenia i osądzenia każdemu czytającemu. W końcu na tym polegają bajka, prawda? 🙂

Tak sobie myślę że to właściwie  powinien być mój noworoczny wpis. Tymczasem już po Sylwestrze i Nowym Roku… ale słyszałam że w Polsce życzenia można składać przez cały styczeń, a zatem do dzieła!

Życzyłabym sobie i Czytelnikom spotykania na swojej drodze mniej „Panów Sze”, a więcej autentycznych ludzi. I bycia autentycznym. W każdej dziedzinie życia 🙂

http___signatures.mylivesignature.com_54494_111_7760244C162D7E612F29373FD68E0ECA

Dobry klimat w sieci.

bdsm-guide

W ostatnich dniach zdarzyło mi się rozmawiać o bezpieczeństwie w BDSM, a konkretnie o tym jak się bezpiecznie poznawać i bawić w sieci. Mocno zaszokował mnie fakt iż mój rozmówca – wyprost idealna ofiara dla oszustów – nie wiedział za bardzo jak dbać o swojej bezpieczeństwo w klimatycznym internecie. Stwierdziłam wtedy że opisze to co wiem i jakie mam pomysły w zakresie dbania o siebie.

Czytaj dalej

Miejsce psa jest w budzie.

Czyli subiektywnie o tym dlaczego chronicznie nie cierpię wszelkiej maści klimatycznych psów, kundli, ścier i szmat.

Kiedy jakiś mężczyzna deklaruje chęć bycia moim psem, szmatą, ścierwem etc. oddalam się od delikwenta w trybie „nał”. Wiem że wiele kobiet dominujacych postepuje podbnie. Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ w większości wypadków owi mężczyźni nie mają na myśli „niewinnych” zabaw typu pet-play i chwilowym byciem czyimś pieskiem/kotkiem/konikiem/liskiem. Nie chodzi też o pikantne słówka i klimatyczne nazewnictwo. Tutaj sprawy zachodzą głębiej i dotykają chęci i potrzeby (można mówić o takim fetyszu) bycia poniżanym w stopniu ekstremalnym. No… przynajmniej ja postrzegam to jako coś ekstremalnego i tak też o tym będę mówić. Wspominane pragnienie prowadzi do dosyć kuriozalnych sytuacji kiedy dany mężczyzna (wybaczcie ale kobiet z tego typu predyspozycjami nie spotkałam, jednak nie wykluczam że istnieją) wręcz myśli i mówi o sobie jak o zwierzęciu lub rzeczy. Maksymalnie się przy tym upadlając i niejednokrotnie  deklarując chęć robienia naprawdę ekstremalnie poniżających rzeczy z prostytucją na rzecz dominującej włącznie (!)

Spotkałam się również z podobnym zachowaniem u osób które wcale nie potrzebowały poniżenia, a jedynie sądziły że tak powinien zachowywać się „dobry uległy” i że tak w praktyce wygląda femdom. Guzik prawda:) Tak wyglądają filmy porno kręcone specjalnie pod target, czyli osoby pragnące poniżenia tego typu. Ten klimacik podtrzymują również niezliczone komercyjne dominy, dla których – jak się domyślam – tacy ulegli są  bardzo dobrą klientelą.

No dobrze, a skąd się bierze taka ekstremalna potrzeba bycia poniżonym? W mojej opinii z nie akceptowania swojej osoby. W tym konkretnym wypadku nie akceptacji swojej uległości i wszystkim co się z  nią wiąże np. chęci przyjmowania bólu z rąk kobiety dominującej, spełniania jej  woli i sprawiania jej przyjemności itd. Dla wielu mężczyzn są to sprawy nie pomyślenia mimo że wewnętrznie czują że to właśnie ich kreci. Co z tym robią? Próbują sobie racjonalizować i uzasadniać swoją seksualność właśnie poprzez ekstremalne poniżenie, bo przecież szmacie czy kundlowi można zadać ból, torturować go, ukarać za coś. Takie postępowanie według „racjonalizujących” jest właściwe, natomiast niewłaściwym jest robienie tego samego osobie pełnowartościowej, czyli normalnemu człowiekowi. Przecież nie można bić kogoś tylko dlatego że owo bicie sprawia obydwu stronom przyjemność!  Dodam też że motyw kary to się tutaj dosyć często pojawia. Ściery wręcz ją uwielbiają  i starają się na nią zasłużyć wszelkimi możliwymi sposobami – czy to namolnością, czy to głupotą, czy to prowokacją.

Powyższą teorie  wysnułam dosyć przypadkowo, bo na postawie jednej anegdoty z książki „O kobiecie” Zbigniewa Lwa-Starowicza. Anegdota opowiadała o kobiecie mającej szczęśliwy dom, dobrą prace, kochającego męża i tak małe poczucie własnej wartości że co jakiś czas musiała poczuć się prostytutką. Związku z tym kilka razy do roku, odpowiednio przygotowana (ubiór, make-up), stała i obsługiwała klientów pod jednym z warszawskich hoteli. Była to dla niej swoista terapia. I tak jakoś mi się opowiastka skojarzyła z klimatycznymi szmatami i kundlami i ich potrzebą ekstremalnego poniżenia.

Tymczasem co na to wszystko kobiety dominujące? Ano w większości przypadków nie popierają i nie aprobują. Mało która domina chce wchodzić w relacje ze  ścierwem. Nawet jeżeli relacja miałaby być czysto sesyjna (czyli spotkania na praktyki bdsm w klimacie femdom). Ciężko odmówić mi racji w tym postępowaniu – myślę podobnie.

Dla mnie uległy mężczyzna to przede wszystkim człowiek z takimi predyspozycjami seksualno-emocjonalnymi, a nie zwierze lub rzecz. Nie rozumiem dlaczego mam go traktować jak psa, kiedy mi to osobiście uwłacza. Chce mieć oddanego mężczyznę, a nie zwierzaka, nawet tego najmilszego „przyjaciela”. Dlatego kiedy widzę jak ulegli sami siebie poniżają i sprowadzają do roli szmat, psów to nie wykazuje zainteresowana takim człowiekiem. Dlaczego mam zadowolić się byle szmatą czy psem? Chce kogoś godnego mnie.

Podsumowując mój wywód to uważam że z takiego niefajnego racjonalizowania swoich potrzeb można jak najbardziej wyrosnąć i odkryć że nie taki diabeł straszny. Zresztą dosyć podobny etap przechodzi wiele kobiet-sadystek seksualnych, kiedy to wmawiają sobie że ich „chęć zadawania bólu dla przyjemności seksualnej jest zła.”. Sam coś podobnego przeżyłam…

I jeżeli będę miała psa to tylko wilczaka czechosłowackiego lub innego wilkopodbnego przyjaciela 🙂

http___signatures.mylivesignature.com_54494_111_7760244C162D7E612F29373FD68E0ECA

Overwatch – wrażenia z darmowego weekendu

overwarch

Miniony weekend poświeciłam  na  ponowne  zapoznanie się z najnowszą produkcją ze stajni Blizzarda, czyli grą Overwatch. Napisałam ponowne, bo w kwietniu tego roku Wiking dostał wejście do bety i wtedy coś niecoś udało mi się zobaczyć. Tym razem korzystając z darmowego weekendu postanowiłam poznać grę na własny pazur i przekonać się jakim sposobem podbiła serca  tylu graczy na całym świecie.

Czytaj dalej

Ratunku! On jest fetyszystą!

wsdjyho-imgur

Sytuacja z która spotykam się na forach, portalach BDSM regularnie. Był moment że mogłam przysiąc iż świat składa się z niespełnionych seksualnie fetyszystów (nieistotne czego) i ich nieświadomych niczego partnerek (opcjonalnie partnerek które nie rozumieją fetyszu swojego mężczyzny i  go nie lubią/brzydzą się).  Zawsze mnie w takich sytuacjach zastanawiało, dlaczego ci mężczyźni nie umieli lub nie chcieli szczerze pogadać o swoim fetyszu/fiksacji z partnerką (bo ja pogadałam jakiś czas temu z Wikingiem i mam więcej niż bym oczekiwała po takiej rozmowie). Czyżby Faceci w czerni zachodzili do takiego delikwenta nocą i kasowali mu zdolność szczerej rozmowy i empatię oraz odwagę? Co jest ze mną  nie tak że mi się udało, a innym nie?

Czytaj dalej